Artykuły

 

Nie ma spraw nie do rozwiązania

Lvivska Hazeta , 28.10.2003

Rozmowa ze Zbigniewem Misiakiem i Andrzejem Rosińskim, polskimi konsulami we Lwowie w latach 1992 - 1999.

Andrij PawłyszynSfera stosunków polsko – ukraińskich na przestrzeni ostatnich lat- w opinii wielu analityków – wymaga uzupełnienia oficjalnych międzypaństwowych stosunków paletą kontaktów międzyludzkich zwłaszcza na szczeblu samorządów,organizacji społecznych i środowisk gospodarczych. Byli konsulowie Andrzej Rosiński i Zbigniew Misiak od wielu już lat współpracują z kolegami, z którymi zaprzyjaźnili się podczas swej oficjalnej służby dyplomatycznej, gdy trwał proces urzeczywistniania się młodej państwowości ukraińskiej. Wśród tych,którzy wywarli na nich największe wrażenie był nieżyjący już dziś ambasador Ukrainy w Polsce, lwowianin Teodozij Starak. Realizując wspólne projekty dwaj mieszkańcy Łodzi niestrudzenie budują mosty współpracy, tworząc polsko – ukraińskie instytucje, pracując na rzecz wspólnej przyszłości obu narodów.

- Opowiedzcie panowie o refleksjach  dotyczących nowej sytuacji powstałej wskutek wprowadzenia przez Polskę ruchu wizowego dla Ukraińców.  Jak przebiega wydawanie wiz , szczególnie we Lwowie?

A.R.  Nie ma problemów nie do rozwiązania. Wprowadzenie ruchu wizowego to krok wymuszony, do którego Polska została zobligowana na mocy pakietu umów akcesyjnych do Unii Europejskiej. Natomiast parametry reżimu wizowego powinny być określone tak, by nie stwarzać przeszkód dla swobodnego przekraczania granicy tak przez obywateli Polski jak i Ukrainy i takie właśnie oczekiwania zostały założone w umowie z lipca 2003 r. pomiędzy naszymi obu krajami. Umowa przewiduje wystawianie wielokrotnych, długoterminowych wiz  i maksymalne ułatwienia ze strony polskiej przy ich wydawaniu obywatelom Ukrainy.

 

Można stwierdzić jednoznacznie , że całe gałęzie polskiej gospodarki funkcjonowały dotychczas dzięki współpracy z partnerami ukraińskimi. Oczywiście, można teoretycznie przyjąć, że to polscy przedsiębiorcy jeździli na Ukrainę na rozmowy biznesowe , ale z praktyki wiadomo, że taką aktywność przejawiali przede wszystkim biznesmeni  ukraińscy, którzy bywali w Polsce częściej. Jest oczywiste, że jakiekolwiek trudności czy kłopoty przy otrzymaniu wiz przez partnerów ukraińskich będą mieć natychmiastowy wpływ na interesy polskich przedsiębiorców – wszak to do nich przyjeżdżają negocjować, kupować i sprzedawać towary. W pierwszych komunikatach, które pojawiły się w polskiej prasie po 1. października z zaniepokojeniem wskazywano, że n.p. obroty na rynkach Łodzi , zorientowanych na ukraińskich partnerów utrzymują się na poziomie nie większym niż 10% w porównaniu z okresem przed wprowadzeniem wiz.

 

To samo obserwujemy i na granicy. Konsulat Generalny RP we Lwowie  wydaje przeciętnie ok. 700 wiz dziennie, a od 1. września  wydał ich blisko 15. tys. / wywiadu udzielono 20.10. 2003 – przyp. tlum./. Ta ostatnia liczba odpowiada liczbie osób przekraczających dotychczas granicę polsko – ukraińską w ciągu jednej doby tylko na jednym przejściu w Medyce. Aby zapewnić jednodobowy ruch na tym przejściu konsulat musiał więc pracować półtora miesiąca.

 

Oczywiście obraz stopniowo się zmienia, ale realnie rzecz biorąc potrwa to bardzo długo. Szacuje się bowiem , że w Polsce pracuje stale ok. 300. tys. obywateli Ukrainy. Większość z nich zjawi się w polskich konsulatach na początku lutego 2004 roku. Rachunek jest prosty – znaczna część z tych ludzi wjechała bowiem do Polski pod koniec września, w ostatnich dniach ruchu bezwizowego, zgodnie z prawem pozostanie tam trzy miesiące a po świętach Bożego Narodzenia powróci na Ukrainę na okres tradycyjnych , swoistych ferii zimowych ./Święta grekokatolickie i prawosławne rozpoczynają się w dwa tygodnie po rzymskokatolickich – przyp. tłum./

 

Ocena sytuacji i perspektyw musi opierać się na realnych liczbach. Według danych opublikowanych przez tygodnik „Wprost” granicę polsko – ukraińską przekraczano dotychczas prawie 8. milionów razy w ciągu roku ( wg. danych służb granicznych ok. 6,5 miliona razy - przyp. późniejszy ), co szacunkowo pozwala przyjąć, że wiz potrzebować będzie ok. 1,5 mln osób systematycznie jeżdżących z Ukrainy do Polski w sprawach prywatnych,biznesowych, naukowych, czy jakichkolwiek innych. Istniejąca infrastruktura wizowa nie jest na razie w stanie podołać ich zapotrzebowaniu tak, by nie tworzyć kolejek i nie wywoływać podejrzeń o korupcję czy nadużycia. Po dziesięciu dniach pracy Konsulatu Generalnego RP we Lwowie oczywistą stała się sytuacja, którą m.in. wasza gazeta prognozowała jeszcze we wrześniu. Informacja o stałym zwiększaniu intensywności wydawania wiz nie może być w żadnym razie powodem do dumy, jeśli porównamy trzy wskaźniki : jaki był ruch przed wprowadzeniem wiz, jaki jest obecnie  i  - ile czasu i wysiłku potrzebne będzie do powrotu do poprzedniego poziomu.

- Można chyba z całą pewnością stwierdzić, że wprowadzenie reżimu wizowego negatywnie odbije się na kontaktach gospodarczych – szczególnie w pasie przygranicznym – a także na kontaktach międzyludzkich. Jednak nie istnieją sytuacje, które nie miałyby żadnych dobrych stron. Czy można jakoś wykorzystać fakt istnienia surowego – w ocenach środków masowego przekazu – reżimu wizowego między Polską a Rosją , podczas gdy Rosjanie i Polacy mogą swobodnie wjeżdżać na Ukrainę?

 

Z.M. : Reżim wizowy to zło, którego się nie uniknie. Polska wprowadziła go pod naciskiem Unii Europejskiej. Jednak rozszerzenie UE na terytorium Polski Ukraina może wykorzystać dla swoich interesów. Ukraina Zachodnia jest naturalnym pomostem pomiędzy UE a Rosją oraz  jej postsowieckimi sąsiadami. Czas, gdy granica UE była na zachodniej granicy Polski stworzył bardzo dobre szanse dla Szczecina. Obecnie analogiczne możliwości otwierają się przed Lwowem – najbliższym i najlepiej zorganizowanym centrum urbanistycznym w pobliżu przyszłej granicy UE. Takich możliwości nie mają , z różnych przyczyn, ani Kaliningrad, ani Mińsk ,ani Brześć. Tylko we Lwowie istnieje odpowiednia infrastruktura spełniająca wymogi szerokich kontaktów biznesowych: lotnisko, hotele, połączenia drogowe z granicą, wykształcone kadry, środowisko kulturalne. Położenie geograficzne Lwowa to idealny warunek wstępny dla stworzenia z tego miasta najbardziej efektywnego pośrednika w kontaktach UE – Eurazja.

 

Powinniśmy powiedzieć jedno : w tej chwili trzeba zastanowić się nad tym , jak zapobiec fali bankructw polskich przedsiębiorców, którzy współpracowali ze Wschodem , byli nastawieni na rynek ukraiński. Środkiem rozwiązania problemu może stać się nowa polska ustawa o cudzoziemcach, która przewiduje wprowadzenie wiz wielokrotnych z ważnością na pięć lat  / Będzie o tym mowa podczas rozmów międzyrządowych na początku 2004 roku – Gazeta/. Polacy mają  podobne problemy z otrzymaniem wizy USA – też kolejki, kłopoty i dążenie Amerykanów do kontroli swojego rynku pracy – jednak Amerykanie wydają wizy z ważnością nawet do dziesięciu lat. Wprawdzie 25% aplikujących o wizę USA dostaje odmowę, ale jeśli już daje się pozwolenie na wjazd – to na długo, żeby człowiek nie musiał niezliczoną ilość razy przychodzić do konsulatu.

 

- Już od wielu lat pracujecie dla rozwoju ukraińsko – polskich  stosunków gospodarczych i kulturalnych.Proszę opowiedzieć o waszej działalności, zwłaszcza na szczeblu samorządowym.

 

Z.M. : Założyliśmy Towarzystwo Gospodarcze „Polska- Ukraina”, którego celem statutowym jest  właśnie sprzyjanie wszechstronnym kontaktom przemysłowym i handlowym pomiędzy partnerami polskimi a ukraińskimi. Poza tym jesteśmy w składzie grupy „Lwów” utworzonej przy prezydencie miasta Łodzi. Zadaniem tej grupy roboczej jest m.in. przygotowanie dwudniowej wizyty prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego we Lwowie – orientacyjnie w okresie między 12 a 16 listopada b.r. 

Jerzy Kropiwnicki, Lubomyr Buniak i Włodzimierz Tomaszewski - Lwów 28.11.2003

(Wizyta odbyła się w dniach 27 - 29.11.2003 , prezydenci miast: Jerzy Kropiwnicki i Lubomyr Buniak podpisali umowę o partnerstwie Łodzi i Lwowa,  prezydenci wspólnie uczcili pamięć poległych w wojnie 1918-19 Polaków i Ukraińców na grobach Orląt i Strzelców Siczowych. )

 

A.R. : Nasze inicjatywy wynikają ze znacznego zainteresowania współpracą z Ukrainą przedsiębiorców województwa łódzkiego, prezydenta Jerzego Kropiwnickiego ( eksministra w rządzie Jerzego Buzka) oraz łódzkich organów samorządowych. Nasz cel – to utworzenie we Lwowie stałego przedstawicielstwa polskich podmiotów gospodarczych i samorządowych przy wykorzystaniu wszystkich atutów waszego miasta, o których już mówiliśmy, zwłaszcza zaś jego dogodnego położenia na skrzyżowaniu głównych szlaków europejskich. Inicjatywa rozszerzenia kontaktów na szczeblu samorządowym powstała wprawdzie w Łodzi, lecz chcielibyśmy – i na to ukierunkowane są nasze działania - by nie ograniczyła się ona do naszego miasta , lecz sprzyjała rozwojowi kontaktów z innymi samorządnymi społecznościami.

 

Nie ograniczamy się poza tym do kontaktów w sferze gospodarczej , dążymy do pogłębienia wzajemnych stosunków w innych dziedzinach, zwłaszcza w dziedzinie kultury. Najważniejszym dla nas jest prowadzić stały dialog w konkretnych sprawach, bo tylko tak można znaleźć wspólny język i dojść do porozumienia.

 

Z.M. : Całkiem niedawno, 10. października 2003 roku w Łodzi zarejestrowano wreszcie utworzoną przez nas Fundację dla Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Jej celem jest ochrona zabytkowej substancji jednej z najpiękniejszych nekropolii w Europie. Staramy się znaleźć środki i zdobyć poparcie dla naszej inicjatywy ze strony kół intelektualnych i finansowych.

 

- Cmentarz Łyczakowski jest ukraińskim obiektem muzealnym. W swej działalności Fundacja będzie musiała uzgadniać swoje przedsięwzięcia z przedstawicielami ukraińskich władz państwowych i lwowskimi służbami komunalnymi. Jak układają się wasze stosunki z tymi strukturami?

 

A.R. Pragniemy działać wyłącznie w ramach prawodawstwa Polski i Ukrainy. Jest oczywistym, że nie istnieje inny sposób realizacji naszych celów niż współpraca z uprawnionymi reprezentantami interesów państwa ukraińskiego – dyrektorem cmentarza Ihorem Hawryszkewyczem, dyrektorem Instytutu „Ukrzachidproektrestawracja” Iwanem Mohytyczem, a także wszystkimi zainteresowanymi ocaleniem dla potomnych bezcennej spuścizny przeszłości. Cmentarz Łyczakowski to nie tylko wojskowe groby Polaków i Ukraińców z lat 1918 – 1920, ale przede wszystkim stara nekropolia, która wymaga codziennej troski. Na razie za wcześnie mówić o jakichś konkretnych projektach. Niezbędne są konsultacje autorytetów w tej dziedzinie,inwentaryzacja aktualnego stanu pomników i wtedy dopiero można wziąć się do pracy. Instytut „Ukrzachidproektrestawracja” opisał stan prawie 25% pól cmentarnych ( te prace finansowało polskie Ministerstwo Kultury) i na tej podstawie można określić, które z opisanych obiektów wymagają ochrony,restauracji, które mogą pretendować do miana zabytków. Sprawą podstawową jest inwentaryzacja pozostałych pól cmentarza.

 

- Nad stosunkami ukraińsko polskimi ciąży niestety jak dotąd przeszłość, niekiedy demonizowana , wykorzystuje się stereotyp wzajemnej wrogości dla doraźnych celów politycznych. Jak można temu przeciwdziałać, zwłaszcza w polskich ośrodkach opiniotwórczych?

 

A.R.: Przeciwdziałać takim niezdrowym tendencjom nie tylko można ale i trzeba. Warto powiedzieć kilka ciepłych słów pod adresem prasy ukraińskiej. W codziennych ukraińskich gazetach i w ogóle w środkach masowego przekazu pojawia się wiele informacji o Polsce, obywatele Ukrainy są zupełnie dobrze zorientowani w problemach polskiej polityki, gospodarki, kultury. Nasze zadanie na dziś to próba poinformowania obywatela polskiego o tym , co dzieje się w życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym Ukrainy. Z żalem muszę stwierdzić, że dotychczas w polskich środkach masowego przekazu istnieje swoista blokada informacji o Ukrainie i Ukraińcach – postrzega się ich z reguły jako element układu postsowieckiego lub przez pryzmat negatywnego stereotypu historycznego, ale jest w tym więcej niewiedzy niż złej woli. W ciągu dziesięciu lat obowiązywania ruchu bezwizowego ten stereotyp – dzięki bezpośrednim kontaktom z ukraińskimi partnerami w interesach, współpracownikami, czy po prostu pracownikami – znacznie się zmienił. Ważne by utrwalić te zmiany w polskiej świadomości społecznej. Niech będzie normalnie.

 

Z.M.: Zawsze opowiadam wszystkim swoim kolegom i znajomym, że mieszkałem we Lwowie ponad pięć lat , nie otoczony wysokim murem placówki dyplomatycznej,  ale wśród przeciętnych lwowian, w zwyczajnej kamienicy na ulicy Łyczakowskiej, gdzie moimi sąsiadami byli : prawnik, stolarz , hydraulik, lekarz – zwykli ludzie. Chodziłem po mieście, obserwowałem jego codzienne życie i nigdy nie miałem problemów z tego powodu, że jestem Polakiem. Jeśli zdarzały się jakieś nieporozumienia,czy konflikty- to nie z powodu mojej narodowości lecz dlatego, że w życiu nie zawsze można ich uniknąć. Ale to już sprawa zupełnie innej natury. Byłoby dobrze gdyby ludzie częściej widzieli w sobie nie Polaka, Ukraińca czy Niemca – ale przede wszystkim po prostu Zbyszka, Andrija czy Petera.

 


Rozmawiał  : Andrij Pawłyszyn
2003-10-28